Nie będę ściemniał. Nie wierzyłem w sukces Anthony'ego Martiala na Old Trafford i łapałem się za głowę, kiedy przeglądając transferowe newsy trafiłem na informacje o planowanym wzmocnieniu. Wielkie pieniądze za mało znane nazwisko, to nie mogło się udać. Na całe szczęście Francuz miał na ten temat inne zdanie.
Przed meczem wyszedłem z prostego założenia. Serce za United, pieniądze na Stoke. Byłem więc pewien, że niezależnie od wyniku w jakiś tam sposób będę usatysfakcjonowany. Spodziewałem się nudnego i bezbarwnego spotkania, dlatego streamowi z naszego meczu towarzyszyła transmisja z King Power Stadium. Ku mojemu zaskoczeniu na Old Trafford wcale nie wiało nudą, a ja kilkukrotnie miałem duże problemy z wyborem ekranu, na którym powinienem skupić swoją uwagę.
Czerwone Diabły były zespołem nie do poznania w porównaniu do ostatnich miesięcy. Nie wiem czy w trzy dni da się nauczyć grać w piłkę, ale oni dokładnie to zrobili. Udawało się wszystko, wszyscy grali na miarę swoich umiejętności, a umiejętność wyprowadzania kontrataków cofnęła nas chociaż na moment do wspaniałych czasów, kiedy takimi akcjami popisywali się piłkarze Aleksa Fergusona. Przede wszystkim udało nam się w końcu zabić mecz. Strzeliliśmy pierwszą bramkę, a następnie podwyższyliśmy prowadzenie. Przeciwnikom nie pozostawiono najmniejszych złudzeń i odebrano nadzieje na pozytywny rezultat. Był to element, którego cholernie brakowało kilkukrotnie w tym sezonie i przez który zdarzyło się nam stracić punkty z wygranego meczu.
Zaczynając jednak od początku, bo jest dzisiaj o czym pisać. Nie wiem czy jest lepsze uczucie dla kibica niż wychowankowie decydujący o losach spotkania. Być może macie podobnie, dla mnie wychowanek jest czymś więcej i zawsze mocno kibicuje produktom naszej akademii. Możecie się więc domyślać jaką radość sprawiła mi bramka Jessiego Lingarda, mocno w ostatnim czasie krytykowanego, czego zupełnie nie potrafiłem zrozumieć. Dziś ponownie zagrał dobrze, świetnie współpracował i wymieniał się pozycjami z Rooneyem, przy bramce Martiala dobrze ściągnął obrońców, no i przede wszystkim wykorzystał doskonałe podanie Camerona Borthwicka-Jacksona, który z kolei jest następnym fenomenem w naszych barwach. Jak z przestraszonego chłopaka z konieczności wprowadzanego w świat dorosłej piłki stać się pewnym siebie zawodnikiem, który nie dość że wywiązuje się z zadań defensywnych, to imponuje świetnym podłączeniem się do ataku. Będziemy mieli z niego pociechę.
Przy drugiej bramce dla United trzeba zatrzymać się zdecydowanie na dłużej, bo to był prawdziwy styl Manchesteru United. Genialne przyspieszenie akcji przez Matteo Darmiana, którego dobrze wiedzieć powracającego do odpowiedniej dyspozycji. Najważniejszą rolę odegrał tutaj Juan Mata, który w swoim stylu zatrzymał nieco akcję, poczekał na zbliżającego się Rooneya i sprawił, że akcja mogła zakończyć się powodzeniem. Był to taki Hiszpan do jakiego mogliśmy przywyknąć i jakiego brakowało od kilku miesięcy. Co prawda mimo przyzwoitego meczu wciąż wymaga się od niego więcej, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. W doskonałym kierunku zmierza też forma Wayne'a Rooneya, który wreszcie zaczął wyglądać jak przystało na najlepiej opłacanego piłkarza w Anglii. Jego podanie do Martiala to też prawdziwy majstersztyk, a w takiej formie nikt chyba nie będzie chciał sadzać Anglika na ławce. Później Wazza do asysty dołożył też bramkę podtrzymując swoją niezwykłą strzelecką dyspozycję w tym roku. A Martial? Man of The Match, bohater tego spotkania, człowiek który napędzał naszą grę, a część kibiców już określa go najlepszym transferem od czasu Ronaldo. Ja powstrzymam się z taką odważną opinią, ale doprawdy fantastycznie ogląda się Francuza w akcji. Miał okres słabszej gry, co może zdarzyć się każdemu, ale dzisiaj był po prostu niesamowity. Mam tylko ogromną nadzieję, że nie będzie to przebłysk jednego sezonu, że van Gaal nie zabije w nim tego polotu i fantazji z jaką prowadzi grę. Jeżeli dalej będzie się rozwijał w takim tempie, to powinniśmy mieć pociechę na długie, długie lata.
Nie wymieniłem oczywiście wszystkich, ale reszta piłkarzy też zagrała na bardzo dobrym poziomie. Warto jednak wyróżnić jeszcze Michaela Carricka, który wrócił do podstawowej jedenastki i typowo dla siebie potrafił kontrolować grę w środku pola. Ogromna szkoda, że piłka po jednej z akcji Memphisa Depaya nie wpadła do siatki, bo poprawiłoby to nie tylko jego notowania, ale przede wszystkim dało trochę pewności siebie i ściągnęło odrobinę medialnej presji, a tak niestety Depay wciąż nie potrafi zaistnieć w United. Wszyscy będziemy chyba jednak zgodni, że zasługuje na więcej czasu boiskowego, niż przewiduje dla niego Holender. Żeby nie było tak kolorowo wyłapałem też jeden spory minus tego spotkania, nie byłbym sobą, gdyby tego nie zrobił. Prowadzimy pewnie 3:0, kontrolujemy spotkanie i nic nie jest w stanie nam zagrozić, a ten pomijany ciągle Andreas Pereira dostaje zaledwie pięć minut. Moim zdaniem było to idealne spotkanie, żeby pozwolić Brazylijczykowi na odrobinę więcej gry, ale niestety van Gaal nie podzielał mojego zdania. Miejmy nadzieję, że swój czas dostanie w rozgrywkach ligi europejskiej.
Dawno nie byłem w tak dobrym humorze po meczu United. Wciąż walczymy o Ligę Mistrzów, bo tytuł jest już jednak zdecydowanie za daleko. W tej walce pozostaje nam tylko kibicować Leicester City, które dziś dopełniło poziom szczęścia tego wieczoru pokonując Liverpool.

Jeżeli masz problem z wyborem jaki mecz oglądać to chyba musisz się przenieś na niebieską stronę Manchesteru. GGMU
OdpowiedzUsuńGdy jest się fanem angielskiej piłki, zawsze chce się oglądać jej jak najwięcej, stąd kiedy tylko lecą dwa ciekawe mecze wybieram taką formę oglądania ;)
UsuńJeżeli masz problem z wyborem jaki mecz oglądać to chyba musisz się przenieś na niebieską stronę Manchesteru. GGMU
OdpowiedzUsuń