sobota, 30 stycznia 2016

W drodze po Puchar Anglii


FA Cup to rozgrywki z którymi wiążę bardzo duże nadzieje. Co prawda ciężko jest sobie wyobrazić Manchester United grający w taki sposób i zachodzący aż do finału, będąc nawet największym optymistą, ale będąc kibicem pozostaje mi naiwnie wierzyć w zdobycie Pucharu Anglii, czego jeszcze w okresie świadomego kibicowania nie doświadczyłem. 

Bardzo znamiennym jest fakt, że kiedy ostatni raz wygrywaliśmy te rozgrywki, bramki w finale zdobywali piłkarze tacy jak Ruud van Nistelrooy czy Cristiano Ronaldo. W tym roku minie już 12 lat od tamtych dni i wydaje się, że wypada wreszcie powtórzyć ten sukces, wszak to najstarsze piłkarskie rozgrywki na świecie i mimo że krajowe puchary nie cieszą się aż tak wielki prestiżem, FA Cup jest tutaj zdecydowanie wyjątkiem, a kluby wciąż chcą zachodzić w tym turnieju jak najdalej. Może w tym roku?

Zacznę od tego, że nie oglądałem meczu na żywo, ponieważ nie było mnie akurat w domu. Odpaliłem więc sobie powtórkę dzisiaj rano i muszę wam przyznać, że po takim obejrzeniu meczu na chłodno, bez jakichkolwiek emocji widzę znacznie więcej niż zazwyczaj kiedy oglądam o czasie. Pierwszy wniosek, a raczej pytanie jakie zadaje sobie niemal od momentu w którym zobaczyłem skład i późniejszy zmiany, to dlaczego Adnan Januzaj nie dostał ani minuty gry w takim spotkaniu? Przecież własnie spotkanie ze zdecydowanie słabszym Derby, będącym dodatkowo w totalnym dołku od początku nowego roku jest idealnym momentem, żeby wprowadzić go do składu. Tak, pewnie myślicie o co mi chodzi. Oczekuję walki o najwyższe cele w pucharze, a chcę żeby grał facet bez ogrania i meczowego rytmu. Coś w tym może jest, ale i tak uważam, że Belg powinien dostać szansę. Po drugie kompletnie nie rozumiem jaki cel miał van Gaal ściągając z wypożyczenia Willa Keana, bo skrócenie mu tego okresu i dodatkowo nie wystawianie w meczowej kadrze nawet na spotkania w pucharach to blokowanie rozwoju, w i tak zatrzymanej już karierze Anglika. Może Louis planuje grać nimi w Lidze Europy?

Wayne Rooney jest w prawdziwym gazie. Jeżeli śledzicie mnie czy to tutaj, czy na Facebooku, czy Twitterze to mogliście odnieść błędne wrażenie, że źle życzę Anglikowi. Jest wręcz przeciwnie, życzę dobrze każdemu piłkarzowi United, a zwłaszcza takim którzy wiele dla tego klubu zrobili. Po prostu wyznaje zasadę, że jeżeli coś nie działa jak należy, to trzeba o tym powiedzieć i tak właśnie było w przypadku Rooneya na przestrzeni ostatnich dwóch sezonów. Teraz styl gry Anglika pozostawia nadal wiele do życzenia, nie jest to ten sam Roo, który walczył na całej szerokości boiska, był niezwykle szybki i kreatywny. W meczu z Derby też często pojawiała się niedokładność i straty, ale od początku podobała mi się chęć strzałów na bramkę, czego przecież tyle czasu Czerwonym Diabłom brakowało. Ostatecznie jeden z takich strzałów dał nam otwarcie wyniku i powtórzę jeszcze raz to co mówiłem przy okazji meczu z Liverpoolem. Jeżeli Rooney ma grać kiepsko w całym spotkaniu, ale w kluczowym momencie dawać nam bramki, to nie powiem na niego złego słowa, to w końcu obowiązek napastnika.



Kiedy przeglądałem grupy kibicowskie zauważyłem bardzo solidną falę krytyki, jaka przykryła Jessiego Lingarda. Spodziewałem się fatalnego meczu, ale oprócz nieudanego strzału naszego wychowanka, który nie wiedzieć czemu wylądował za linią boczną, było to całkiem przyzwoite spotkanie, przede wszystkim zwieńczone piękną asystą do Daleya Blinda, a gdyby Juan Mata nieco lepiej nastawił celownik, to powinien mieć także drugie ostatnie podanie na swoim koncie. Jesse zagrał absolutnie przyzwoicie i ta krytyka jest moim zdaniem całkowicie nieuzasadniona, no chyba że ktoś oczekuje od chłopaka występów na miarę Cristiano Ronaldo, wtedy cofam wszystko co powiedziałem. Dajcie mu czas, bo odrobinę więcej piłkarskiego ogrania i chłodnej głowy a będziemy mieli pociechę na lata. 

Obiecująco wyglądają także nasze boki obrony. Varela i Borthwick-Jackson spisują się naprawdę dobrze i jeżeli tak dalej będą sobie poczynać, to niezbędny jeszcze jakiś czas temu transfer bocznego obrońcy będzie można jednak odłożyć na później. Chłopaki naprawdę robią ogromne postępy i bez żadnych kompleksów poczynają sobie na boisku. Jeżeli jesteśmy przy defensywie to z pewnością należy zwrócić uwagę na słabszą dyspozycję Chrisa Smallinga, który już od kilku meczów wygląda nieco gorzej niż w pierwszej części sezonu. Wczoraj mocno nieobecny, momentami źle się ustawiający i nie czytający odpowiednio gry. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowy spadek formy. Co jeszcze? Fantastyczny występ Martiala, ale tutaj chyba nie ma co się rozpisywać, gość będzie wielki, tego jestem pewien. Świetnie, że przełamał się także Mata, bo Hiszpana w formie potrzeba nam na boisku jak mało kogo.

Meczowi na pewno brakowało wiele do ideału, pamiętajmy że jakkolwiek na to nie spojrzeć, graliśmy z zespołem o klasę słabszym i powinno się wymagać pójścia za ciosem po
golu Rooneya, tymczasem strata bramki, a przecież Derby miało swoje okazje na kolejne. Nie mniej jednak w tym marazmie jakim się znajdujemy, zaczyna się doceniać nawet takie drobne postępy, jakimi są trzy bramki strzelone w jednym spotkaniu. Przynajmniej nikomu nie zdarzyło się chyba zasnąć...

PS. 1 Wczoraj buty piłkarskie na kołek odwiesił nasz legendarny Nemanja Vidić. Opisałem dziś jego historię, jak dochodził na szczyt i jak jego kariera mogła skończyć się już na szczeblu młodzieżowym. Zapraszam do przeczytania klikając TUTAJ.

PS. 2 Zaktualizowałem na blogu zakładkę "Diabelskie Autografy" po lewej stronie bloga. Możecie do niej zajrzeć i zobaczyć moją kolekcję podpisów związaną z Manchesterem United. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz