niedziela, 14 lutego 2016

Gorzej być nie mogło

medium_4_3.jpg (400×300)
To był najgorszy piłkarski weekend mojego życia. Nasze chłopaki zepsuł go już bardzo szybko, następnie okazało się, że zmarnowałem bench boosta w Fantasy Premier League, Leicester któremu mocno w tym sezonie kibicuję przegrało z Arsenalem, a Liverpool dodatkowo strzelił sześć bramek Aston Villi. Naprawdę gorzej być nie mogło.

Wiecie kto jest winny dzisiejszej porażce Leicester? Louis van Gaal! Gdyby nie sprzedał Welbecka, to skończyłoby się remisem. A kto z kolei był winny porażce United z Sunderlandem? Marouane Fellaini, bo jest drewnem i nie zasługuje na grę w takim klubie. Będąc już całkowicie poważnym, zacznę nieco inaczej niż zwykle bo od nieobecnego w tym spotkaniu Belga. Nie ukrywam, że jestem jego ogromnym fanem, nie jest można wirtuozem techniki, ale nie raz udowodnił już jak wiele może dać tej drużynie czy to w drugiej części zeszłej kampanii, czy chociażby w kilku ostatnich meczach przykładowo z Chelsea. Louis dał mu odpocząć, a na Twitterach i Facebookach feta, że w składzie nie ma Fellainiego. Ja wiem, że najlepiej jest upatrzyć sobie jednego piłkarza i obwiniać go za wszelkie zło, podobnie było kiedyś z Cleverleyem, ale w przypadku Marouane'a jest to moim zdaniem działanie wysoce sprawiedliwe, zwłaszcza że grając na nie swojej pozycji radzi sobie całkiem dobrze. Wiem że i tak nic nie wskóram, ale może ktoś następnym razem spojrzy faktycznie na jego grę, zamiast krytykować bo nazywa się Fellaini.

Przechodząc już do samego spotkania to oczywiście ból, krew i łzy. Po piątkowych meczach Ekstraklasy napisałem, że nawet Manchester United nie przyprawia mnie o taki ból psychiczny, jak nasi ligowcy. Cofam to, nic obecnie nie jest porównywalne do tej tragedii jaką prezentujemy na boisku. Skupię się jednak na aspektach pozytywnych, bo to zajmie mi tylko kilka sekund. Przede wszystkim pochwalić trzeba Martiala, bo jest jednym z nielicznych światełek w tym tunelu zwanym sezonem i potrafi przywrócić uśmiech na twarz kibica. Wydaje mi się jednak, że nasz Mele potrzebuje odrobiny odpoczynku. Kilkukrotnie brakowało tej świeżości, kiedy próbował przebić się lewą stroną, czemu absolutnie nie można się dziwić. Chłopak jest wciąż młody, a gra w niemal każdym spotkaniu i zmęczenie musiało w końcu przyjść, a mimo to i tak w kluczowym momencie potrafił znaleźć się w odpowiednim miejscu i idealnie wykończyć sytuację. Chociaż gdyby Vito Mannone wpadł na to, żeby próbować obronić jego strzał ręką, a nie głową to mogło być różnie. Na szczęście był to właśnie Mannone. 

Odkąd van Gaal przeniósł go na nominalną pozycję, odżył także Juan Mata. Hiszpan fantastycznie rozgrywa, w poprzednich meczach zaliczył asysty drugiego stopnia, a wczoraj w końcu zaliczył to teoretyczne ostatnie podanie (Martial dobił jego strzał). Dobrze widzieć Juana wracającego do odpowiedniej dyspozycji, zwłaszcza przy napływającej fali plotek o Jose Mourinho. Do plusów możemy na pewno zaliczyć Willa Keane'a. Może nie jego występ, bo przez te kilka minut ciężko było cokolwiek zmienić, ale sam fakt że po raz drugi w karierze zagrał dla dorosłego zespołu Manchesteru United. To co ten chłopak wyprawia ostatnio w rezerwach nie umknęło Holendrowi i potwierdziło się to, że można van Gaala krytykować, ale z wprowadzanej przez niego młodzieży na pewno będziemy mieli ogromny pożytek. Mam tylko nadzieję, że Keane zagra od pierwszych minut w rozgrywkach Ligi Europy i tam w końcu udowodni w dorosłej piłce na co go stać.

Po za tym zawiodło niemal wszystko. Od Davida De Gei, który mógł zrobić zdecydowanie więcej przy obu bramkach strzelonych przez Sunderland, przez Michaela Carricka który zagrał mecz na poziomie o który nigdy bym go nie posądził, aż do Wayne'a Rooneya który całkowicie zniknął na boisku, a więcej strzałów na bramkę rywala oddał wchodzący z ławki rezerwowych Memphis Depay. I to nie było tak, że graliśmy doskonale i zwyczajnie mieliśmy pecha. Piłkarze zagrali jak ostatni frajerzy i w pełni zasłużyli na tę porażkę. Jesse Lingard który ostatnio bronił się zdobywanymi bramkami i całkiem nie najgorszymi występami, wczoraj udowodnił że przyda mu się jedno spotkanie z ławki rezerwowych. Gorzej, że nie bardzo jest go kim zastąpić, no chyba że na prawą wróci Mata, a Rooney zagra za plecami Willa Keane'a, bo Memphis Depay wchodząc z ławki był po prostu fatalny. Wiadomo, że nie możemy wymagać cudów od gościa który praktycznie w ogóle nie gra, ale tutaj jest coś więcej i mówię tu o problemie na podłożu psychicznym. Ta cała presja, ilość wydanych pieniędzy, brak wsparcia ze strony menedżera i nieustanna nagonka ze strony mediów strofuje tego chłopaka i nie pozwala mu osiągnąć odpowiedniej dyspozycji. Miejmy tylko nadzieję, że jest tego typu piłkarzem, który nie podda się i jeszcze nie raz udowodni wszystkim krytykom jak bardzo się mylili.

Przyznam szczerze, że nie chcę znowu pisać o kolejnych aspektach naszej gry, które nie funkcjonują, bo te same schematy powtarzają się z każdym kolejnym tygodniem. To co jest jednak faktem, to kolejna niewykorzystana szansa, bo pokonując Chelsea i wczoraj Sunderland, tracilibyśmy do Manchesteru jedynie punkt, a tak mimo potknięć Obywatele wciąż utrzymują nad nami sześć punktów przewagi. Czy wierzę jeszcze w kwalifikację do Ligi Mistrzów? Matematycznie wszystko jest możliwe, zostało jeszcze tyle spotkań, że ciężko przesądzać o czymkolwiek, ale z taką grą prędzej wyprzedzi nas Chelsea, niż my awansujemy do czołowej czwórki. Może to otworzy zarządowi oczy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz