Z całym szacunkiem dla naszych dzisiejszych rywali, którzy zagrali dzisiaj jak zespół o klasę lepszy i w pełni zasługiwali na zwycięstwo, ale ograła nas dzisiaj banda pierdolonych kelnerów, zawodników którzy po tym meczu będą pewnie łakomymi kąskami dla drużyn z Francji, Holandii czy jakiegoś Bournemouth. Co ciekawsze, jak informuje Twitter, Ci goście nie zagrali spotkania o stawkę od dwóch miesięcy. Już widzę tłumaczenia naszego taktycznego geniusza na konferencji prasowej, że chłopaki z Danii były po prostu bardziej wypoczęte i zagrali na świeżości. To nic, że za cały ich skład nie zakontraktowałby pewnie żadnego piłkarza.
Ja w pełni rozumiem plagę kontuzji, bo faktycznie wypadło wiele kluczowych nazwisk, ale tak moglibyśmy argumentować porażkę w derbach z City czy Liverpoolem, ale nie z duńską potęgą. Wydaje się, że takiemu De Gei nawet nie chciało się brać udziału w tym pośmiewisku i poddał się już na rozgrzewce. Jak wytłumaczyć, że Herrera nagle oduczył się grać w piłkę nożną i w najlepszym wypadku przypomina Toma Cleverleya ze swoich najsłabszych lat. Jak wytłumaczyć, że najlepszym piłkarzem tego przegranego meczu był Sergio Romero, który zagrał chyba mecz życia i gdyby nie jego postawa między słupkami, to gospodarze mogliby cieszyć się z pięciobramkowej zdobyczy. Może piłkarze sami mają dość tej sytuacji i we własnym zakresie chcą pozbyć się tego buca z klubu?
Miejmy taką nadzieję, bo mit o wielkich jajach Holendra, o których krążyły takie legendy z czasów w Bayernie Monachium został ostatecznie obalony. Jeżeli jeszcze raz usłyszę jakiś pstryczek w stronę dziennikarzy, że zwalniają go co tydzień, a tymczasem on nadal pozostaje na stanowisku to chyba wyjdę i stanę obok siebie, bo wydaje się, że absolutnie każdy miałby resztkę honoru, żeby już dawno przyznać się do niepowodzenia. O godności Eda Woodwarda już nie wspomnę, bo ten w obawie o swoją własną reputację nie zrobi oczywiście nic w kierunku wywalenia van Gaala na zbity pysk. Rzecz jasna prawda jest taka, że sam nie wierzę w to zwolnienie, a w najbliższych spotkaniach znowu prowadził nas będzie Louis. Każdy byłby w tym momencie lepszy, naprawdę każdy.
Co do samego spotkania to ciężko znaleźć jakiekolwiek pozytywy. Oczywiście jeżeli mielibyśmy wybrać najlepszego zawodnika meczu, to wybór musiał paść na Sergio Romero, który wychodził na prawdziwe wyżyny i pokazał, że w razie jakichkolwiek urazów Dejwa, możemy być spokojni o obsadę bramki. Ogólnie Argentyńczyk w barwach pierwszego zespołu nie zaliczył jeszcze słabego występu i jest moim zdaniem idealną opcją w obwodzie dla naszego podstawowego golkipera. Co jeszcze na plus? Bramka Depaya, to na pewno cieszy, bo chłopakowi jak nikomu innemu potrzeba pewności siebie, a co może pomóc bardziej niż trafienie do siatki? Dodatkowo fajnie, że asystę zaliczył Jesse Lingard, który sam mógł zmienić wynik tego spotkania, ale w trudnej sytuacji trafił w poprzeczkę. Po za tym pozytywów kompletnie bramek. Żenujący występ większości naszych piłkarzy. Do teraz nie potrafię też zrozumieć, dlaczego właściwie nie zaryzykowaliśmy i na boisko nie wszedł Will Keane? Kto jak nie on mógł coś zmienić i trafić do siatki? Niestety przesiedział cały mecz na ławce rezerwowych, mimo że przy ewentualnych kłopotach wydawał się naturalną opcją do wprowadzenia na boisko. Może następnym razem.
Nie chcę pastwić się nad każdym z osobna, bo nie skończyłbym pisać do rana. Trudno wierzyć też w szybką poprawę naszej sytuacji, ale nigdy nie spodziewałem się, że Liverpoolem staniemy się aż tak szybko. Można było powiedzieć wiele o Manchesterze Davida Moyesa, ale Louis van Gaal wziął to wszystko w nawias i podniósł jeszcze do potęgi. Ja momentami nie mam już siły, mimo to czekam na lepsze dni, bo co innego nam dziś pozostało?

0 komentarze:
Prześlij komentarz