poniedziałek, 29 lutego 2016

Manchester młodzieżą stoi

2112864_t1w454h300q75v25073_urn-newsml-dpa-com-20090101-160228-99-19131_large_4_3.jpg (400×300)
Zawsze dobrze dowalić staremu Wengerowi, a satysfakcja kiedy wybrakowany kontuzjami i złożony z zawodników drugiego, a nawet trzeciego garnituru zespół pokonuje podobno najsilniejszy Arsenal od lat, mający powalczyć o tytuł mistrzowski. Przypominają się piękne czasy co? Lepiej jednak od razu zejść na ziemię.

Zupełnie nie potrafię rozgryźć Louisa van Gaala. Od ponad półtorej roku narzekamy, że nie potrafi podnieść się z ławki i nawet nie próbuje wpływać na losy spotkania, a tymczasem w meczu z Arsenalem w końcu rusza do linii i daje przedstawienie godne dzisiejszej Oscarowej gali. Jakże inny byłby pewnie jego odbiór, gdyby w podobny sposób żył meczem w trakcie całego sezonu, skoro po wczorajszym teatrzyku od razu przybyło mu zwolenników i osób, które nagle wstrzymują się z osądami. Ja zdania nie zmieniam, Holender nie jest odpowiednią osobą na tym stanowisku, ale jedno musimy mu oddać, o czym pisałem już kilka tygodni temu, jeszcze przed niesamowitymi wyczynami Marcusa Rashforda. Za odważne wprowadzanie młodzieży, będzie mu kiedyś wdzięczni. Jasne, kontuzje mają w tym swój udział, ale trzeba pamiętać, że van Gaal nie bał się stawiać na młodzież od samego początku na Old Trafford i wielokrotnie nie było to dyktowane kontuzjami.

Abstrahując już od van Gaala musimy być przede wszystkim dumni z naszej akademii. Mimo wszechobecnej opinii o jej zacofaniu i pozostaniu daleko w tyle za lokalnymi rywalami, wciąż produkujemy zawodników na miarę Premier League i to nie zapychaczy wchodzących na ostatnie pięć minut, ale piłkarzy którzy są w stanie realnie wpływać na grę. Świat brytyjskiej piłki nożnej oszalał na punkcie Marcusa Rashforda, który sam musi być zszokowany tym, czego dokonał w ciągu ostatnich kilku dni. Jeżeli ktoś pisał o przypadkowych bramkach leszcza ze słabiutkimi Duńczykami, to mógł przeżyć solidny szok, kiedy ten sam młokos zapakował dwie bramki w swoich dwóch pierwszych strzałach w Premier League. Jak później przyznał z rozbrajającą szczerością "same as Europa." Co podobało mi się jednak najbardziej w jego postawie? Moment bodajże w drugiej połowie, kiedy sam prowadził piłkę na przeciwko dwóch Kanonierów i w ostatniej chwili odskoczyła mu ona od buta. Chłopak zezłościł się jakby własnie zaprzepaścił szanse na mistrzostwo kraju. Wielka ambicja i serce do walki. Oczywiście porównania do Kiko Machedy są całkowicie uzasadnione i zrozumiałe. I może to lepiej, że przypominamy Włocha któremu nie wyszło, niż gdybyśmy mieli tworzyć nowego Rooneya. To nigdy nie wpływa dobrze na samego piłkarza.

A przecież Rashford nie jest jedyny... Do wkładu Lingarda zdołaliśmy się już przyzwyczaić. Często bezsadnie krytykowany Anglik po raz kolejny udowodnił jak wiele daje drużynie, mając udział przy obu trafieniach Rashforda, niejednokrotnie napędzając akcje prawą flanką i asekurując Varelę w obronie, który kilkukrotnie miał problemy z Alexisem Sanchezem. Jeżeli już przy Vareli jesteśmy to ofensywnie ponownie pokazał się ze znakomitej strony i bez wątpienia był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Te dobre występy młodych chłopaków mogą wpływać tylko motywująco na resztę zawodników z akademii. W zanadrzu jest jeszcze tyle ciekawych nazwisk, że możemy z wielkim optymizmem patrzeć w przyszłość. Wieszczenie na temat nowej Class of 92 to jeszcze nadużycie, ale bieżący sezon podłożył pod to bardzo solidne fundamenty.

Młokosi nie mogą być jednak puszczeni samopas, tak młodzi Giggs, Scholes i reszta mieli swojego Cantonę, który prowadził ich do sukcesów, tak dzisiejsi bohaterowie mają swoje solidne punkty, które powinny gwarantować spokój i wsparcie. I wreszcie można powiedzieć, że takie wsparcie z ich strony płynie, a mówię tutaj głównie o naszym hiszpańskim duecie, który w końcu gra na oczekiwanym poziomie. Juan Mata rozpoczynał sezon po prostu fantastycznie, ale niestety przez większą część rozgrywek był cieniem samego siebie. Od powrotu na nominalną pozycję zaczął powoli odżywać, znowu popisywać się niekonwencjonalnymi zagraniami, kreować sytuację, zaliczać kluczowe podania i w wymierny sposób wpływać na bieg wydarzeń. Obecności Andery, z którym doskonale współpracuje na pewno również tutaj pomaga, a Ander po serii kolejnych występów zaczyna łapać regularność. Godna pochwały postawa Maty, który po meczu brzmiał jak dumny ojciec, kiedy chwalił chłopaków z akademii, miło się to ogląda.

O Depayu pisałem już niejednokrotnie. Pewność siebie jest w tym wypadku kluczem, a Holender wydaje się wreszcie ją łapać. Oby tylko kontynuował progres. Ogólnie rzecz biorąc nie mogę się doczekać kolejnych spotkań United. Sytuacja w której oglądam takie zestawienie zawodników, daje mi znacznie więcej emocji niż przez większość sezonu. Teraz czeka nas Watford, miejmy nadzieję, że będę mogł pisac w podobnym humorze.

0 komentarze:

Prześlij komentarz