sobota, 31 października 2015

Śmierć, podatki i Wayne Rooney

wilfried-zaha-bastian-schweinsteiger-crystal-palace-manchester-united_3370864.jpg (768×432)
Śmierć, podatki i Wayne Rooney w podstawowej jedenastce Manchesteru United. To rzeczy których w życiu możemy być pewni, a tym mało optymistycznym stwierdzeniem witam blogu sfrustrowanego kibica Czerwonych Diabłów, który będzie się starał odrobinę sobie ulżyć, przelewając żale "na papier".

Naprawdę ciężko opisać mi uczucia, jakie towarzyszyły mi podczas oglądania meczów United w ostatnich sezonach. W zasadzie, to podobne odczucia są ze mną niezmiennie od początku Louisa van Gaala w klubie, no może po za drobnymi przebłyskami, jak chociażby w meczach z Liverpoolem. To co dzieje się jednak w tym sezonie jest po prostu niewyobrażalne, mimo że fatalna gra zespołu przez dłuższy czas była maskowana przyzwoitymi wynikami w lidze.

Człowiek nadenerwował się w starciu Pucharu Myszki Mickye, mimo że ranga tych rozgrywek wiadoma, ale to zawsze boli, kiedy twoja drużyna gra tak słabo. Czekał na sobotni mecz z Palace z nadzieją na rehabilitację piłkarzy i przede wszystkim na spotkanie przyjemne dla oka. I nie Panie van Gaal, to że mamy największą frekwencję w Anglii nie świadczy o poziomie widowiska. Przecież trzeba być chyba City, żeby przy takiej pojemności stadionu nie być w czołówce ligowej frekwencji. Wracając jednak do tematu, każdy chyba miał nadzieję na zmiany w podstawowej jedenastce, na Martiala z przodu, któregoś z młodych w składzie, no i przede wszystkim Wayne'a Rooneya na ławce rezerwowych... Niestety, Louis znowu postanowił inaczej i będący wyraźnie w dołku, potrzebujący przerwy Wazza rozpoczął od początku.

Nad samym Rooneyem nie mam zamiaru się w tym momencie pastwić, bo to materiał na osobny tekst. Wszyscy widzimy, że jest bez formy. Spotkałem się dzisiaj między innymi z porównaniem do Falcao z zeszłego sezonu. Chciał, starał się, ale nic z tego nie wychodziło. Tutaj jednak podłoża problemu wydają się być inne. Wracając jednak do tematu dzisiejszego spotkania z Palace, najsmutniejsze było to, że tym razem Rooney wcale nie odstawał tak bardzo od kolegów jak w poprzednich potyczkach. Wszyscy stwarzali wrażenie, jakby dostosowali się do Anglika i zagrali na podobnie żenująco słabym poziomie i z przebiegu spotkania możemy być zadowoleni z jednego punktu na Selhurst Park. 

Nawet Smalling, który zdawał się być ostoją zespołu w ostatnim czasie zagrał dzisiaj kiepsko, podobnie do całej formacji dowodzonej przez niego. Wystarczy tylko napomnieć, że najlepszym obrońcą na boisku, był Ashley Young, który w drugiej połowie zastąpił Matteo Darmiana, kompletnie nie radzącego sobie z szybkimi skrzydłowymi Palace. Nowy Neville również potrzebuje odpoczynku, bo to co tak ładnie szło na początku sezonu zdaje się zdychać, a wysoce eksploatowany gracz nie potrafi złapać takiej formy jak na starcie rozgrywek. 

Jestem ciekaw, kiedy ten facet zorientuje się, że gra na dwóch defensywnych pomocników jak Schneiderlin i Schweinsteiger, którzy moim zdaniem boiskowo są do siebie bardzo podobni, nie ma prawa bytu? To kolejny mecz, w którym ta dwójka występuje razem i gra wygląda po prostu fatalnie. Pomijając już fakt, że Basti nie powinien w najbliższym czasie wstawać z ławki rezerwowych, to z pewnością Panowie nie powinni występować razem, bo zwyczajnie to nie współgra, a skuteczne przejście z defensywy do ofensywy było wręcz niemożliwe. 

Oglądając mecze Palace cholernie żałuję, że Wilfried Zaha nie otrzymał w Manchesterze tej prawdziwej szansy. Ogromne nadzieje, kilka średnich występów, później ten rzekomy konflikt z Moyesem i podboje miłosne Wilfa, chociaż jak sam zapewniał w jednym z ostatnich wywiadów, nigdy nawet nie poznał córki Szkota. Chłopak ma nietuzinkowe umiejętności, a w połączeniu z niezwykłą szybkością mógłby być ciekawą alternatywą dla naszych skrzydeł w tym sezonie. Dzisiaj też spisywał się całkiem przyzwoicie, ale widać było, że trochę za bardzo chciał coś udowodnić. Czasu nie cofniemy, ale wciąż twierdzę że kiedyś możemy pożałować jeszcze tego transferu. Ja Anglikowi bardzo mocno kibicuję.

Ponarzekał, ponarzekał ale i ta w środku tygodnia usiądzie przez telewizorem i będzie darł mordę i znowu się nerwował. Taka to już przypadłość kibica, ale jak już wspomniałem, przyjemność z oglądania meczów United całkowicie zniknęła na przełomie ostatnich dwóch sezonów. Bardziej wygląda to jak zwykły obowiązek, który trzeba odbębnić i udać się do dalszych codziennych aktywności. Miejmy nadzieję, że już wkrótce to się zmieni. 

0 komentarze:

Prześlij komentarz