niedziela, 24 stycznia 2016

Satysfakcja

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Od miesięcy wałkujecie temat jednego zawodnika. Na każdym kroku powtarzacie, że United nie powinno zwlekać i zatrudnić go czy to zeszłego lata, czy teraz zimą, czy chociażby zaproponować mu angaż w lipcu po wygaśnięciu kontraktu. Bijecie głową w mur, bo wiecie i tak, że nikt w klubie na taki pomysł nie wpadnie. Mija pół roku, zawodnik ten powraca do Premier League, w meczu z twoim ukochanym zespołem i pogrąża go, zdobywając zwycięską bramkę. Co czujecie?

Nie byłem specjalnie zdenerwowany porażką z Soton. Udało mi się przejść nad tym do porządku dziennego i jedyne co czuję oglądając ekipę van Gaala to smutek, przygnębienie, ale także pewnego rodzaju obojętność, która pojawiła się gdzieś w tym sezonie. Wracając do tematu Austina, bo pewnie zastanawiacie się dlaczego zacząłem akurat od niego, a nie skupiłem się na pojechaniu po naszej taktyce, grze i tym podobnym. Bramka Austina przyniosła mi nie lada satysfakcję, nie tylko dlatego, że nie myliłem się co do jego osoby i nadal podtrzymuje zdanie, że taki zawodnik jest nam potrzebny, ale przede wszystkim dlatego, że bardzo mocno mu kibicuje, śledziłem jego poczynania w Championship i jeżeli tylko dopisze zdrowie, znowu stanie się postrachem dla bramkarzy w ekstraklasie. A mnie pozostaje cieszyć się, że Premier League zyskała kolejnego zawodnika, którego będzie oglądało się z prawdziwą przyjemnością.

Kończąc ten nieco bardziej optymistyczny wątek, chociaż może to nie najlepsze wyrażenie, bo przecież nie może cieszyć mnie porażka mojej drużyny. Udało mi się obejrzeć tylko pierwszą połowę tego widowiska i chyba nikt nie uwierzyłby mi, że żałuję przymusowego wyłączenia telewizora w przerwie. Później po powrocie do domu odpaliłem obszerny skrót, chociaż początkowo chciałem obejrzeć cały zapis drugiej połówki. Wynik skutecznie mnie od tego odepchnął. Tak sobie oglądałem tego highlightsa i standardowo, nie działo się nic ciekawego. Momentem kulminacyjnym i zarazem idealnie podsumowującym poziom był szczur biegający po murawie Old Traffod. Realizator i twórca skrótu poświęcili mu naprawdę solidną dawkę czasu i zastanawiałem się nawet, czy Lineker i spółka będą tę sytuację analizować w Match of The Day. Swoją drogą ciekawe, Suarez w Barcelonie a my wciąż nie potrafimy uporać się ze szczurami...

Spodziewacie się, że w końcu zacznę obsmarowywać van Gaala, ale raczej wszystko zostało już na ten temat powiedziane. Każdy z nas doskonale wie jak jest, że coś się zacięło, że Holender wyraźnie się pogubił i nie ma absolutnie żadnych prognostyków na poprawę tego stanu rzeczy. Powiem więcej, im prędzej odetniemy go od pozycji, tym lepiej dla nas, a Giggs powinien dostać szansę co najmniej do końca sezonu. Wypali to zostawić na dłużej. Od samego początku nie byłem zwolennikiem Louisa w naszym klubie, ale jest coś za co w jakimś tam małym stopniu będę mu zawsze wdzięczny, a mianowicie czterokrotne pogrążenie Liverpoolu w meczach ligowych. To takie dwa dublety, które są w stanie zrekompensować mi w odrobinę brak trofeów czy upokorzenia w Lidze Mistrzów. Takie moje podejście do futbolu i do całej tej rywalizacji.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ta liga jest tak cholernie słaba, że Leicester do samego końca powinien liczyć się w walce o mistrzostwo. I nie chcę tutaj w żaden sposób umniejszać chłopakom Ranieriego, bo kibicuje im w tym mistrzowskim wyścigu, ale fakty są takie, że ich wysoka pozycja idealnie odzwierciedla jak niski poziom prezentuje obecnie Premier League. Odrobina konsekwencji i tutaj nadal moglibyśmy walczyć o coś więcej niż tylko miejsce w Champions League. Faworyci potykają się regularnie, tak samo było w tej kolejce, a nam nie udało się tego znowuż wykorzystać. Dziś przegrał Arsenal, wczoraj zremisował City. Wykorzystały to Lisy i mają trzy punkty przewagi nad Manchesterem. My jesteśmy na i tak za wysokim jak na poziom gry i do Leicester tracimy już 20 punktów, 7 do City. Wygrana z Southampton i te dystanse już nie są tak spore, a tymczasem kolejna niewykorzystana szansa zbliżenia się do czołówki, pozostaje tylko żałować.

Mam jakieś dziwne przeczucie, że ta porażka będzie już wystarczająca, a najbliższe dni ostatnimi dla van Gaala w klubie. Z drugiej strony takie przeczycie towarzyszyło mi już pod koniec ubiegłego roku, a tymczasem wciąż tkwimy w martwym punkcie. W piątek gramy z Derby w Pucharze Anglii i moim marzeniem jest zdobycie tego trofeum, którego w okresie "świadomego" kibicowania nie uświadczyłem, ale przejście Derby to nie będzie wcale spacerek. Barany to już całkiem dobrze zbudowana drużyna z zawodnikami pokroju Ince'a czy Weimanna, gotowa na batalię o awans do Premier League. Lekceważenie rywala jest tutaj więc jak najbardziej nie na miejscu, ale pożyjemy, zobaczymy. Miejmy nadzieję, że następny post będzie utrzymany w nieco lepszym tonie, a tymczasem zaproszę jeszcze na mojego Twittera: @KchampK

0 komentarze:

Prześlij komentarz