W zeszłym tygodniu Peterborough zdołało trafić do bramki Sheffield trzykrotnie, dwa tygodnie temu Shrewsbury zrobiło to cztery razy, Manchester United potrzebował rzutu karnego w doliczonym czasie gry, żeby w końcu wepchnąć piłkę do siatki...
Modliłem się, po prostu modliłem, żeby Rooney wykorzystał tego karnego. Przecież dodatkowego meczu tej drużyny w kalendarzu mógłbym nie wytrzymać. I nie chodzi tu wcale o jakieś zdenerwowanie. W trakcie bieżącego sezonu popadłem już w taką obojętność, że oglądam te spotkania w zasadzie bez jakichkolwiek emocji, a przed ich rozpoczęciem zawsze spodziewam się fatalnej gry i smutnego remisu. Zazwyczaj nie mylę się i wiem, że nie jestem w tym osamotniony.
Zresztą, już w drugim akapicie popełniłem spore nadużycie, nazywają te zbiorowisko przypadkowych ludzi drużyną. Nie ma drużyny, nie ma w tym pasji, nie ma zaangażowania, nie ma entuzjazmu, nie ma walki za drugiego, a piłkarze sami wyglądają na znudzonych swoją grą. Jeżeli, ktokolwiek mógł przypuszczać po meczu z Chelsea, że Ci ludzie walczą o los trenera, to było to tylko złudzenie. Nie widać w nich ani odrobiny pazura, a połowa myśli chyba tylko o tym, żeby odpalić Twittera i wrzucić smutną fotkę z meczu z pseudomotywującym opisem.
Ja już nawet nie wiem co gorze. Czy brak odwagi, żeby spróbować czegoś nowego i dać szansę młodym w połączeniu z rezerwowymi, a nie wychodzić teoretycznie najmocniejszym składem, jeżeli o takim w ogóle mówić, czy fakt że będziemy podchodzić do walki o Top 4 z trenerem który nie jest w stanie rozpracować odpowiednio Sheffield United. Co widzisz kiedy spoglądasz na ławkę trenerską? Bezradność i człowieka który wyraźnie się zagubił, który nie jest w stanie sprostać temu co się wokół niego obecnie dzieje. Wszelkie plotki o zmianie trenera przyjmuje z ulgą, ale niestety na razie wciąż tkwimy w marazmie, który nie prowadzi do niczego dobrego.
Jedno trzeba po tym meczu oddać. Memphis Depay jako jeden z niewielu ma tę odwagę, potrafi zaryzykować i nie waha się podjąć decyzji o strzale czy dryblingu. Niestety trzeba też wspomnieć, że za każdym razem jest to tak mocno przewidywalne, że nawet Martin Skrtel byłby w stanie rozgryźć jego intencje. Nie mniej jednak, to jemu dzisiaj zawdzięczamy zwycięstwo, a brawa na Old Trafford po każdej decyzji o strzale wcale nie były ironiczne.


0 komentarze:
Prześlij komentarz